Share this:
Facebook Twitter Email
January 29,2016

Mollo: “Nie mogę się doczekać Legionowa. Szpila był blisko!”



Mike Mollo (20-5, 12 KO), który już 20 lutego w Legionowie walczyć bedzie z niepokonanym Krzysztofem Zimnochem (18-0, 12 KO) mówi o przygotowaniach do polskiego powrotu na ring. “Bezlitosny”, bo taki ma przydomek pięściarz z Chicago, ocenia pojedynek swojego kolegi, a kiedyś rywala - Artura Szpilki…

-          Artur Szpilka, pięściarz, którego znasz bardzo dobrze –  z Wilderem walczył tak, jak się spodziewałeś, lepiej czy gorzej?

Mike Mollo: Odpowiem tak – przed walką stawiałem na takiego Artura, jaki wyszedł na ring w Barclays. W trakcie walki, nie mogłem zrozumieć, zupełnie nie mogłem dlaczego wypuszczał z rąk takie szanse! Miał go na linach, zrobił całą ciężka pracę, żeby Wildera tam ustawić… i brakowało kropki nad “i”. Mistrz świata jest na linach, ja czekam na atak, a Artur… wraca na środek ringu.  Raz za razem. Wilder nie ma pojęcia jak walczyć w półdystansie, był w takich sytuacjach zagubiony. Po co bić się z kimś, kto ma taki zasięg ramion na dystans?! The Pin musiał widzieć te wszystkie szanse oglądając walkę w TV. Pewnie bolało bardziej niż cios Deontay’a - wiedzieć, że był tak blisko.

- Z czego to wynikało? Brak doświadczenia?

MM: Na pewno tak. Coś powstrzymywało Artura – może miał do Wildera zbyt wielki respekt, może brakowało tej błyskawicznej oceny sytuacji, którą nabiera się w dużych walkach. Nie jestem też pewien czy Artur naprawdę jest pięściarzem lubiącym walkę twarzą w twarz. Lubi mocno uderzyć z doskoku, ale to nie to samo. Praktycznie jedynym  pięściarzem, który zmusił go do takiej walki byłem ja. Ma serce, charakter – to wiemy.  Życzę mu wszystkiego najlepszego, cieszę się, że zdrowie Artura jest OK – już dziś jest lepszy niż przed walką z Wilderem.

-          Mniej niż miesiąc do Twojej walki z Krzysztofem Zimnochem w Legionowie. Powrót do pracy z Samem Colonną udany?

MM: Absolutnie. Rozumiemy się bez słowa. Mam już za sobą kilkadziesiąt rund sparingowych z chłopakami o głowę wyższymi i dziesięć lat młodszymi. Pot się leje, spędzam na treningach przynajmniej 3-4 godziny dziennie. Zero kontuzji (odpukać), zero problemów z czymkolwiek. Colonna co kilka dni dorzuca mi do treningów coś, co podpatrzył w walkach Zimnocha. Wiemy nad czym pracować.

-          Byłeś pełen energii, zapału, kiedy pierwszy raz po długiej przerwie wróciłeś na salę treningową. Zapał ciągle jest? Bo praca nie jest lekka dla kogoś z trójką dzieci…

MM: Nie mogę się doczekać Legionowa. Ale masz rację - to jest praca zespołowa teamu Mollo. W domu pomagają wszyscy – rodzina żony, opiekunki do dziecka, dalsi i  bliżsi przyjaciele. Ale to mnie tylko dodatkowo napędza, walczę dla nich, nie mogę ich zawieźć. Chcę też na walkę zaprosić mojego przyjaciela,  żołnierza US Army stacjonującego w Europie. Jak mogę przegrać?


Przemek Garczarczyk



Mike Mollo (20-5, 12 KO), który już 20 lutego w Legionowie walczyć bedzie z niepokonanym Krzysztofem Zimnochem (18-0, 12 KO) mówi o przygotowaniach do polskiego powrotu na ring. “Bezlitosny”, bo taki ma przydomek pięściarz z Chicago, ocenia pojedynek swojego kolegi, a kiedyś rywala - Artura Szpilki…

-          Artur Szpilka, pięściarz, którego znasz bardzo dobrze –  z Wilderem walczył tak, jak się spodziewałeś, lepiej czy gorzej?

Mike Mollo: Odpowiem tak – przed walką stawiałem na takiego Artura, jaki wyszedł na ring w Barclays. W trakcie walki, nie mogłem zrozumieć, zupełnie nie mogłem dlaczego wypuszczał z rąk takie szanse! Miał go na linach, zrobił całą ciężka pracę, żeby Wildera tam ustawić… i brakowało kropki nad “i”. Mistrz świata jest na linach, ja czekam na atak, a Artur… wraca na środek ringu.  Raz za razem. Wilder nie ma pojęcia jak walczyć w półdystansie, był w takich sytuacjach zagubiony. Po co bić się z kimś, kto ma taki zasięg ramion na dystans?! The Pin musiał widzieć te wszystkie szanse oglądając walkę w TV. Pewnie bolało bardziej niż cios Deontay’a - wiedzieć, że był tak blisko.

- Z czego to wynikało? Brak doświadczenia?

MM: Na pewno tak. Coś powstrzymywało Artura – może miał do Wildera zbyt wielki respekt, może brakowało tej błyskawicznej oceny sytuacji, którą nabiera się w dużych walkach. Nie jestem też pewien czy Artur naprawdę jest pięściarzem lubiącym walkę twarzą w twarz. Lubi mocno uderzyć z doskoku, ale to nie to samo. Praktycznie jedynym  pięściarzem, który zmusił go do takiej walki byłem ja. Ma serce, charakter – to wiemy.  Życzę mu wszystkiego najlepszego, cieszę się, że zdrowie Artura jest OK – już dziś jest lepszy niż przed walką z Wilderem.

-          Mniej niż miesiąc do Twojej walki z Krzysztofem Zimnochem w Legionowie. Powrót do pracy z Samem Colonną udany?

MM: Absolutnie. Rozumiemy się bez słowa. Mam już za sobą kilkadziesiąt rund sparingowych z chłopakami o głowę wyższymi i dziesięć lat młodszymi. Pot się leje, spędzam na treningach przynajmniej 3-4 godziny dziennie. Zero kontuzji (odpukać), zero problemów z czymkolwiek. Colonna co kilka dni dorzuca mi do treningów coś, co podpatrzył w walkach Zimnocha. Wiemy nad czym pracować.

-          Byłeś pełen energii, zapału, kiedy pierwszy raz po długiej przerwie wróciłeś na salę treningową. Zapał ciągle jest? Bo praca nie jest lekka dla kogoś z trójką dzieci…

MM: Nie mogę się doczekać Legionowa. Ale masz rację - to jest praca zespołowa teamu Mollo. W domu pomagają wszyscy – rodzina żony, opiekunki do dziecka, dalsi i  bliżsi przyjaciele. Ale to mnie tylko dodatkowo napędza, walczę dla nich, nie mogę ich zawieźć. Chcę też na walkę zaprosić mojego przyjaciela,  żołnierza US Army stacjonującego w Europie. Jak mogę przegrać?


Przemek Garczarczyk